Kobiecym okiem

Wpisy

  • poniedziałek, 23 czerwca 2014
    • Nowy człowiek na pokładzie

      Mam nadzieję, że Kaśka szczęśliwie doczeka się swojego Dyzia i będzie idealnym przykładem na to, że niekoniecznie doświadczenie stanowi o tym, jaką kto jest matką. Najważniejsza, jak zawsze, jest miłość ;).

      Wczoraj odwiedziłam moją ukochaną kuzynkę Kasię, która jest już w ósmym miesiącu ciąży i niecierpliwie oczekuje swojego pierwszego dziecka. Chłopczyk będzie miał na imię Dionizy (prawda,  że mega?!) i już nie możemy się na niego doczekać. Mimo całej tej radości, Kaśka ma także kilka obaw związanych z wszystkim, co dotyczy porodu, połogu, karmienia i wychowania – znaczy się, że normalka.

       

      Ja sama pamiętam, że na samym początku ciąży zaczęłam tak strasznie panikować, że mój ukochany nie był sobie w stanie ze mną poradzić, mimo oszałamiającego wręcz spokoju ducha. Naprawdę, byłam kompletnie nieznośna i wprowadzałam do domu takie dawki paniki, że wszyscy wymiękali. U Kaśki takiej psychozy nie zauważyłam, ale i tak ciężko mi było ją przekonać, że sobie poradzi.

       

      Rozmawiałyśmy na wiele rożnych tematów, ale chyba najdłużej zeszło nam na karmienie noworodka. Kasia jeszcze nie wie, czy chce karmić piersią i jak się w ogóle do tego zabrać. Wiadomo, nic na siłę i ma zrobić tak jak uważa, ale warto pamiętać, że mleko matki jest czymś niesamowicie zbawiennym na organizm maluszka i nie sposób go zastąpić czymś innym. Nie dość, że odporność dziecka jest chroniona jak nigdy, to jeszcze pozwala to na zbliżenie się do dziecka i jeszcze lepszy kontakt z nim. Ja osobiście jeszcze się do końca nie zdecydowałam, bo wybitnie mi to nie odpowiada, ale jeśli tylko ktoś ma taką możliwość i ochotę – super.

       

      Nie wiem, czy akurat w tej kwestii pomogłam Kaśce w jakikolwiek sposób, ale mam nadzieję, że sobie jeszcze przemyśli to wszystko i podejmie właściwą decyzję. Najważniejsze, co musi zrobić, to całkowicie sobie zaufać i zdać się na instynkt macierzyński, który podyktuje jej wszystkie właściwe odpowiedzi bez konieczności zbędnego zastanawiania się. Pamiętajmy, że to ZAWSZE matka wie, co jest najlepsze dla jej maleństwa i ufajmy jej we wszystkim. W końcu wszystkie mamy to sperbohaterowie, nie? ;)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 czerwca 2014 07:50
  • niedziela, 22 czerwca 2014
    • Elektroniczna opiekunka

       

      Wspominałam już kiedyś na blogu, że zastanawiam się nad zakupem niani elektronicznej i przyznam szczerze, że miałam dość duże wątpliwości z tym związane. Nie wiedziałam do końca, czy w ogóle będzie mi ten gadżet potrzebny, a nie chciałam niepotrzebnie wydawać pieniędzy – głównie dlatego, że aktualnie będą potrzebne na dużo więcej bardziej potrzebnych rzeczy. Mimo wszystko jednak postanowiliśmy kupić nianię i przyznam szczerze, że teraz sobie pomyślałam, że jestem bardzo zadowolona z tego zakupu, już piszę dlaczego.

       

      Oczywiście, jeszcze nie miałam szansy na przetestowanie sprzętu, bo moje maleństwo nie zdecydowało się jeszcze opuścić mojego brzucha, ale jakiś czas temu rozmawiałam z moją bardzo dobrą przyjaciółką, która jest ogromną fanką tego gadżetu i powiedziała, że u niej nianie elektroniczne sprawdzają się wręcz wyśmienicie i prawdziwie pozwalają na zaoszczędzenie czasu. Nie dość, że można dzięki nim wywiązywać się ze wszystkich obowiązków domowych, to jeszcze dmya radę znaleźć czas dla siebie, swoich zainteresowań czy też na pracę.

       

      Podobno fajnie jest się zdecydować na nianię video, gdyż to daje ogromny komfort i zdecydowanie większe bezpieczeństwo. Oczywiście, inne nianie też są wyśmienite, ale jednak opcja obrazu daje rodzicom ogromne poczucie bezpieczeństwa i umożliwia zerkanie na maleństwo niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy. Wiadomo, dziecku jest wszystko jedno, ale głowa matki będzie zdecydowanie spokojniejsza.

       

      Poza tym, bałam się trochę jak sprawa będzie wyglądać z zasięgiem. Mieszkamy w dużym domu i miałam obawy, że sygnał będzie za słaby na wszystkie pomieszczenia. Niepotrzebnie. Nowoczesne nianie mają ogromny wręcz zasięg i duże metraże domów nie są w stanie ich wystraszyć. Poza tym, dom musi być naprawdę ogroooomny, żeby wystąpiły jakiekolwiek problemy w tej kwestii. Nie ma co przesadzać.

      Mam nadzieję, że dokonaliśmy dobrego wyboru i elektroniczna niania okaże się naprawdę przydatna (gdyż nie była tania). Jeśli chodzi o jakieś konkretne i drogie gadżety, to chyba wszystko, co kupujemy. Chyba że macie jeszcze jakieś propozycje? Coś się jeszcze przyda? Jak coś, to dajcie znać. ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 czerwca 2014 21:36
  • poniedziałek, 16 czerwca 2014
    • Prezent dla taty

      Dzisiaj rano zadzwoniła do mnie moja bratowa, przypominając mi, że już za niedługo jest „ten dzień”, czyli Dzień Ojca. Nie wiem, jak to święto wygląda u Was, ale w naszym rodzinnym domu to zawsze jest coś na kształt święta narodowego, które przybiera wielorakie formy patosu. Chodzi głównie o to, że nasz tato jest osobą tak bardzo cenioną, że czasami aż brakuje nam słów, by wyrazić naszą wdzięczność.

       

       

      Począwszy od tego, że ja i moi bracia mieliśmy w zwyczaju być tragicznymi dziećmi i odkąd tylko zaczęliśmy dorastać, cholernie daliśmy mu się we znaki. Naprawdę, nie mam pojęcia, skąd wykrzesał z siebie tyle cierpliwości i stanowczości, ale jakimś cudem wychował nas (nie bez wysiłku) na dość przyzwoitych i ogarniętych życiowo ludzi. Tak naprawdę tylko my wiemy, jak bardzo musiał się poświęcić, żeby dopiąć tego celu, więc każdego roku w okolicach Dnia Ojca, staramy mu się choć trochę odwdzięczyć za to wszystko, co dla nas zrobił.

       

      W tym roku szczególnie postaramy się o coś zaskakującego, gdyż pod koniec lipca tatko kończy sześćdziesiąt lat i to też trzeba jakoś hucznie uczcić. Postanowiliśmy więc połączyć te dwa prezenty i wymyśliliśmy, że tym razem zainwestujemy w rejsy wycieczkowe. Niestety, nie stać nas jest na wykupienie rejsu dookoła świata, który jest największym marzeniem taty, ale wspólnymi siłami postanowiliśmy się złożyć na rejs po Morzy Śródziemnym. Tatulek kocha tego rodzaju klimaty, więc mamy pewność, że na pewno prezent mu się spodoba i spędzi na statku niezapomniane chwile. Sam w młodości pomieszkiwał trochę we Włoszech i zawsze twierdził, że przeżył tam prawdziwie piękne chwile swojego życia, więc będzie mógł spokojnie wrócić d swoich wspomnień, a może nawet spotkać się z od lat niewidzianymi przyjaciółmi.

       

      Przyznam szczerze, że niesamowicie mi się ten pomysł podoba i mylę, że tata też będzie zachwycony. Co prawda, caly czas jeszcze będzie musiał poczekać na rejs dookoła świata, ale miejmy nadzieję, że kiedyś jeszcze uda nam się zrealizować także ten pomysł.

       

       

      A Wy? Jak obchodzicie Dzień Ojca? ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 czerwca 2014 08:42
  • niedziela, 15 czerwca 2014
    • Narodowy Dzień Narzeczonego

       Dobra, wiem, nie ma czegoś takiego, ale ja kilka dni temu wpadłam na pomysł, żeby coś takiego wynaleźć. Może to zabrzmi miałko i sielankowo, ale od dłuższego już czasu mam wrażenie, że mój narzeczony jest najlepszy na świecie. Nie wiem, czy stal się taki przez to, jak źle znosiłam początki ciąży, czy też zawsze taki był, tylko ja nigdy nie miałam czasu tego zauważyć, ale coraz częściej się cieszę, że moje córeczka (tak, będzie dziewczynka!), będzie miała za ojca takiego fajnego faceta.

       

       

      Z tego też powodu wpadłam na dość ciekawy pomysł. Mianowicie, urządzę mojemu lubemu przyjęcie, na które zaproszę naszych najbliższych przyjaciół. Oczywiście, wszystko będzie utrzymane w wielkiej tajemnicy, więc już w piątek po powrocie z pracy do domu nieźle się zdziwi.

       

      Nie obejdzie się również bez prezentów. Ze swojej strony ja zaoferowałam się z gadżetem, który od dawna prześladował mojego lubego. Mianowicie, Piotr od kilku już miesięcy choruje na zegarki dla biegaczy i bardzo chciał taki dostać. Zawsze udawałam, że nie słysz jego marudzenia, ale tak naprawdę bardzo głęboko je sobie zakodowałam i z przyjemnością sprawię mu jego wymarzony gadżet. Wiem, że moi znajomi też coś szykują. Jedni dają mu w prezencie jego ulubioną whisky, drudzy inwestują w cygara, a trzeci kupują… KOLEJNĄ grę play station (trudno, przeżyję).

       

      Jeszcze nie do końca wiem tylko, co przygotować do jedzenia, bo gospodyni ze mnie raczej marna i ludzie nie mają co liczyć na wykwintne dania, ale może coś wymyślę. Zastanawiam się nad dorywczym zatrudnieniem mojej mamy, która jest najlepszą kucharką na świecie, ale jeszcze nie wiem, czy mój honor mi na to pozwoli :D. Ze swojej strony mogę tylko zaoferować zapiekane warzywa w cieście francuskim i ciasto czekoladowe, trochę wstyd.

       

      Ogólnie, to mam tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, bo, jakkolwiek żałośnie to nie brzmi, jestem przekonana, że Piotr zasługuje na wszystko w najlepszej jakości. Mam więc nadzieję, że i ta impreza sprosta tym standardom. ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 czerwca 2014 20:35
  • poniedziałek, 09 czerwca 2014
    • Pomysły na prezent ślubny

      A może wy macie jakieś pomysły na ślubne prezenty? Podpowiecie coś? ;)

      Sezon ślubów przywitał nas nieco niespodziewanie i, przyznam bez bicia, w ogóle nie przemyśleliśmy tej kwestii. Tego lata czekają nas dwa wesela, z których na ani jedno nie mamy pomysłu. Owszem, ubrania jakoś znajdziemy, coś tam sobie ogarniemy na szybko, ale jeśli chodzi o kwestię prezentu, to bardzo mocno leżymy.

       

      Ja, niestety dla mnie, należę do tego rodzaju osób, które bardzo nie lubią dawać ludziom pieniędzy. Wiem, że to najpraktyczniejsza forma prezentu, ale mam wrażenie, że dając komuś gotówkę, cicho stwierdzam: „aaaa, dobra, masz kasę, nie chce mi się myśleć nad pomysłem dla ciebie”. Z tej też racji na obydwa wesela chcę przygotować jakiś naprawdę fajny prezent, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że obie panny młode to moje bardzo dobre przyjaciółki i naprawdę chciałabym, żeby się ucieszyły z prezentu.

       

      Jeśli chodzi o pierwsze wesele (mojej przyjaciółki jeszcze z czasów liceum), to raczej nie mam problemu. Rozmawiałam z nią ostatnio i wyraźnie przebąknęła, że mają z przyszłym mężem zabukowany urlop na podróż poślubną, ale z braku czasu nie wykupili jeszcze wczasów. Zagadałam z kim trzeba (tak, by sytuacja była monitorowana – głęboka konspira) i wykupiłam parze młodej wakacje w wymarzonym przez nich Maroku. Muszę przyznać, że hasło: tanie wakacje za granicą, jest dość rzeczywiste i nie szarpnęło nas to jakoś wybitnie po kieszeni. Mam tylko nadzieję, że wszystko będzie zgodnie z folderem, a młoda para w spokoju odpocznie po szale przygotowań. ;)

       

      Drugie wesele, na które się wybieramy, to ślub kuzynki mojego męża. O ile kuzynka jest dość daleka, to przyjaźnię się z ni praktycznie od zawsze. Z tej też racji chciałabym kupić jej coś wyjątkowego. Tutaj nie jestem zdecydowana, ale coraz częściej mylę o jakimś bardzo efektownym obrazie. Dziewczyna skończyła historię sztuki, wiem jakiego rodzaju artystów współczesnych podziwia i myślę, że to mógłby być całkiem niezły pomysł. Muszę to jednak jeszcze trochę przemyśleć, to jednak spore ryzyko.

      A co myślicie o takim dodatku do prezentu? ;)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 czerwca 2014 08:24
  • niedziela, 01 czerwca 2014
    • Jak poprawnie depilować brwi?

       Naprawdę, ludzie są dla mnie największą inspiracją. Codziennie w tramwaju spotykam kompilację osobowości, wizerunków i niebanalnych twarzy. Codziennie rano mam okazję obcować z naprawdę niezwykłymi ludźmi, którzy z jakichś przyczyn zapisują się w mej pamięci na długi, długi czas. O dziwo, tym razem nie był to pan Wiesiu alkoholik spod monopolowego, który ostatnio pokazując palcem na mój ciążowy brzuch stwierdził: „O! przytyło się pani!”. Nie, tym razem było to coś znacznie gorszego…

       

       

      Wyobraźmy sobie sytuację: wtorek, wczesna godzina ranna, jadę na badania. Do tramwaju wsiada grupka rozchichotanych dziewcząt, na oko – początek liceum. Że chichotają to nie problem, ja też chichotałam jak głupia w ich wieku, takie prawo szczyla. To, co mnie przeraziło, to gruba na dwa centymetry warstwa ich tapety i… Tak. Brwi. Zdecydowanie w ich wieku miałam lepsze brwi.

       

      Nie wiem dlaczego, ale ostatnio depilacja brwi stała się chyba obsesją nastolatek. Jest to obsesyjne do tego stopnia, że coraz więcej dziewcząt praktycznie w ogóle pozbywa się tego niezbędnego twarzy owłosienia, a resztę albo zakrywa zbyt pomarańczowym podkładem, albo dorysowuje sobie kredką. O co, do cholery, chodzi?

       

      Dla pewności zaznaczę w tym miejscu, że poprawna depilacja brwi to taka, w której długość brwi odmierzana jest ołówkiem przystawionym do obu kącików oka. Każda inna długość jest nieodpowiednia i nie ma się co w tej kwestii oszukiwać. Poza tym, brwi nie mogą być za cienkie, gdyż „taka sytuacja” sprawia, że wyglądamy nieziemsko komicznie i czy chcemy czy nie, jesteśmy porównywane do laski, której jedynym życiowym problemem jest to, na ile minut zamknąć się w solarium. Owszem, to wszystko to stereotypy, najważniejsze  żeby się podobać sobie i takie tam. Ale serio. Zostawcie te brwi w spokoju. Ja już nie piszę o tym, żeby dopasowywać kształt brwi do kształtu twarzy, bo to sprawa bardziej skomplikowana, ale żeby chociaż nie przesadzać, to mój jedyny postulat ;).

       

      A Wy, maci jakieś przykre doświadczenia z regulacją brwi? Jakaś nieudana wizyta u kosmetyczki? Chyba nie ma kobiety, która nie zaliczyłaby chociaż jednaj wpadki z tym tematem, mam rację? ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Jak poprawnie depilować brwi?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 czerwca 2014 12:26
  • środa, 28 maja 2014
    • Mój pierwszy Dzień Matki

      Dwa dni temu przeżyłam swój pierwszy Dzień Matki i nawet nie jestem w stanie opisać uczucia, które mi wtedy towarzyszyło. Bardzo ciężko jest oddać te nietypowe emocje, ale gdy wyszłam tego dnia na spacer do pobliskiego parku i zobaczyłam te wszystkie matki z dzieciakami, wózkami i szerokimi uśmiechami na ustach, po raz pierwszy od dawna poczułam, że jestem na swoim miejscu i jakoś sobie ze wszystkim poradzę. Niesamowita sprawa ;).

       

       

      Poza tym, muszę stwierdzić, że mój ukochany stanął na wysokości zadania i zorganizował mi naprawdę przemiłą niespodziankę. Wieczorem zaprosił wszystkich naszych najbliższych przyjaciół i rodzinę i zorganizował coś na wzorzec angielskiego Baby Shower, z tym, że prezenty były dla mnie, a nie dla malucha. Trochę to perfidne, ale… co mi tam :D

       

      Muszę przyznać, że bardzo się wzruszyłam dbałością, jaką moi najbliżsi włożyli w przygotowanie tych wszystkich podarunków, bo znalazło się w nich wszystko to, o czym mogłam zamarzyć. Był plakat jednej z moich ulubionych graficzek, były piękne kwiaty, oraz masa moich ukochanych macaroons. No, i prezent od mojego lubego, który wszystkim zebranym wydawał się szalenie zabawny i nieromantyczny, a mnie absolutnie zachwycił.

       

      Od dawna już, za sprawą mojego brata – maniaka nagłośnieniowego, marudziłam mu o tym, jak fajnie byłoby mieć słuchawki nauszne z porządnego zdarzenia i jak super byłoby w nich słuchać ulubionych płyt. On natomiast marudził, że wydatek w postaci kilkuset złotych na słuchawki nie jest nam teraz kompletnie potrzebny i żebym się wstrzymała. I tak w kółko. A wiecie o co chodziło? O to, że cwaniak zamówił już moje słuchawki bardzo dawno temu, ale przeboje związane z Pocztą Polską przekroczyły jego najśmielsze oczekiwania. A już się wystraszyłam, że staje się sknerą. ;). W każdym razie słuchawki są przepiękne, a „Miseducation of Lauryn Hill” brzmi w nich tak niebiańsko jak jeszcze nigdy nic ;).

       

       

      Mam nadzieję, że każda Matka spędziła ten dzień tak pięknie jak ja i z tak samo cudownymi uczuciami w sercu. Pozdrawiam Was! ;)

      Może trochę Lauryn ?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      środa, 28 maja 2014 23:18
  • poniedziałek, 26 maja 2014
    • Praca i wyzwania

      .Dobra, nie oszukujmy się. Komu już znudziło się moje nieustanne ględzenie o tym jak bardzo jestem w ciąży? Na pewno mnie. Z tego też względu postanowiłam dzisiaj skomponować notkę na temat mojego życia zawodowego, które jeszcze kilka lat temu było dość intensywne.

       

       

      Pomysł wziął mi się z faktu, iż mój bardzo dobry przyjaciel po raz trzeci w tym roku (a mamy dopiero maj) zmienia swoją pracę i twierdzi, że w każdej jest dla niego zbyt nudno. Powód jak każdy inny, popukałam się w głowę i powiedziałam mu, że jest idiotą, ale potem naszedł mnie moment refleksji i stwierdziłam, że jeszcze cztery lata temu byłam taka sama jak on.

       

      Pracowałam wtedy w przedsiębiorstwie prowadzonym przez mojego tatę i choć posada była stabilna i bardzo dobrze płatna, to jednak strasznie mi się ona nie podobała. Brak kontakty z ludźmi, powódź papierów oraz ciągłe picie kawy, by tylko nie usnąć nie były moimi największymi ambicjami. Z tego też względu po roku takiej wygody grzecznie zrezygnowałam i zatrudniłam się w zupełnie innym miejscu.

       

      Pamiętam, że było strasznie gorąco, a ja na rozmowę o pracę (jak bóg przykazał) ubrałam rajstopy. Wszystko jednak poszło bardzo dobrze i już kilka dni później pracowałam w firmie moich marzeń. Muszę przyznać, że jako przedstawiciel handlowy praca wydawała mi się być najlepszym rozwiązaniem. I tak też przez długi czas było. Ciągle wyzwania, targety, cele, rozmowy z ludźmi i dynamika to coś, co było dla mnie czymś najcudowniejszym na świecie. Owszem, konkurencja bywała okrutna i ciężko było o jakąś przyjazną twarz wśród kolegów, ale z tego co pamiętam świetnie się tam odnajdywałam.

       

      Z tego też względu szybko odwołałam tego „idiotę”, który padł z moich ust i bez wahania podałam mu adres firmy, w której pracowałam. Mam pewność, że tym rodzajem pracy na pewno się nie znudzi. No, a jeśli znudzi, to znaczy, że jest zwyczajnie nienormalny. Trudno.

      Mimo tego, że moja praca wygląda teraz nieco inaczej, to jednak czasem brakuje mi dreszczyku adrenaliny i determinacji. Owszem, nie jest to praca dla każdego, ale przysięgam, że można się w niej sprawdzić jak w żadnej innej.

       

      

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 maja 2014 07:55
  • niedziela, 18 maja 2014
    • Co jeść w ciąży?

       Nie jest tajemnicą, że ostatnio bardzo mocno odżyłam po okresie nieustannych mdłości, wahań nastrojów i innych pierdołach. ;) Naprawdę, nie spodziewałam się po sobie tego rodzaju reakcji na ciążę – myślałam, że tego typu zachowania są filmowymi wymysłami lub po prostu fochami kobiet, które niewiele mają do roboty. Cóż, perspektywa się zmienia. ;)

       

       

      Rzeczą, która najbardziej mnie niepokoi jest aktualnie moja dieta, która jest kompletnie beznadziejna. Jasne, nie powiem, żebym się jakoś szczególnie znała się do tej pory na sprawach ciąży, bo jeszcze do niedawna ten temat był dla mnie kompletną abstrakcją, ale każdy, nawet człowiek, który ze sprawą nie ma nic wspólnego, zauważy, że dieta w ciąży obfitująca głównie w dania typu „fast food” nie jest niczym dobrym.

       

      Oczywiście, ja sama na co dzień nieskończenie uwielbiam zdrową żywność, warzywa, owoce i wszystko, co przez zwykłych śmiertelników uważane jest za królicze żarcie, ale nie w ciąży... Teraz nastał czas moich nieopanowanych napadów ochoty na fast foody. Tłumaczę się cały czas ciążowymi zachciankami i twierdzę, że nie mogę się powstrzymać, ale LITOŚCI. Ileż można?

       

      Ja rozumiem, że ciąża to nie choroba, ale (z wszystkiego, co do tej pory wyczytałam), trzeba podchodzić do niej racjonalnie. Naprawdę, nie wiem, jak mam nakłonić swoją osobę do przyjmowania większej ilości warzyw i owoców – a szkoda. Poza tym, dobrze by było, gdybym jednak zaprzyjaźniła się też trochę z białkiem. O błonniku nie wspominając. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie ma specjalnej diety dla kobiet w ciąży, ale, naprawdę, wymagam od siebie tylko jakiejkolwiek rozwagi.

       

      Swoją drogą, zastanawiam się, jak sprawa wygląda z tymi wszystkimi kobiecymi zachciankami w ciąży. Czy naprawdę nie da się tego pohamować, czy może przesadzam? Dlaczego nie mogę wykrzesać z siebie odrobinę silnej woli i sprzeciwić się swoim pokusom? Przecież to nie może być nic aż tak trudnego.

       

      Napiszcie koniecznie, co o tym myślicie, bo może jakimś cudem przegapiłam coś istotnego w tej kwestii. A, no i dajcie znać, jak mogę przekonać samą siebie do używania mózgu zamiast żołądka. Bardzo bym się z tego ucieszyła ;)

       

      Inna rzecz, od której nie mogę się uwolnić:

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 maja 2014 22:20
    • Gdzie jechać w podróż poślubną?

      Sezon ślubów przywitał nas już na dobre. W tym sezonie czekają nas z Maćkiem cztery wesela (mam nadzieję, że nie będzie im towarzyszył żaden pogrzeb :D ) i przyznam szczerze, że z moim ciążowym stanem ducha coraz bardziej się tego obawiam. Niby wszystko ok, ale upały w połączenie z hulanką do białego rana i brzuchem przysłaniającym mi stopy nie są moim wymarzonym scenariuszem dobrej zabawy. Mniejsza z tym, zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie.

       

       

      Maraton zaczynamy od ślubu młodszej siostry mojego Maćka, który odbędzie się już za trzy tygodnie. Muszę przyznać, że przeżywam go bardziej niż jakikolwiek ślub, w którym miałam przyjemność brać udział. Jesteśmy dość mocno zaangażowani w organizację całej imprezy i muszę przyznać, że sprawia nam to dość dużą frajdę (może nawet kiedyś pomyślimy o naszym własnym? :D ).

       

      Jako prezent ślubny, zdecydowaliśmy się na wykupienie parze młodej podróży poślubnej. Długo zastanawialiśmy się nad miejscem, w które mogłaby się udać, ale w końcu po prostu postanowiliśmy wykupić im jeden z dość popularnych pakietów poślubnych i postawić na wakacje w słonecznej Barcelonie. Przyznam szczerze, że byłam mocno zdziwiona faktem, że coś takiego w ogóle istnieje. Co więcej, jest to podobno bardzo popularne.

       

      Zdecydowaliśmy się na zakup pakietu złotego (jest jeszcze platynowy, ale jego cena jest tak wygórowana, że naprawdę ciężko sprostać jego finansowym wymaganiom). Najbardziej spodobało mi się jednak, to, że jeśli chodzi o podróże poślubne, można dość fajnie manipulować różnorodnymi pakietami i opcjami. Właściwie można samemu sobie skomponowną podróż. Biorąc pod uwagę indywidualne potrzeby każdej z par, bardzo łatwo jest wykreować prawdziwie wymarzony wypad.

      Bardzo jestem ciekawa, jak to wszystko wyjdzie w praniu. Mam nadzieję, że młoda para ucieszy się z naszego prezentu i dobrze spędzi czas w Katalonii. Co do samego wesela, nie mam żadnych obaw. Wiem, że zabawa uda się wyśmienicie. Nie ma innego wyjścia! ;) Jeśli tylko macie jakieś doświadczenia z podróżami poślubnymi, koniecznie dajcie znać. Bardzo chętnie poczytam, gdzie się wybraliście. ;)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewa.szarek
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 maja 2014 10:59

Wyszukiwarka

Kategorie

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa